Weekendowo – przygody szwoleżerów przeróżne

Musze przyznać, że ten tekst jest mało „weekendowy”, w sensie „lekkości” czytania, ale jest jednym z wielu świadectw epoki, które pokazuje, że wojna to nie tylko piękna muzyka i mundury, że wszędzie bywała podoba, niezależnie, czy używano gladiusów, muszkietów, czy rakiet cruise.

Chciałbym też tym tekstem zapoczątkować pisanie co pewien czas różnych napoleońskich ciekawostek. Wiele z nich pojawi się w podręczniku, ale z racji jego objętości, nie będą mogły być wszystkie. Dlatego też wiele dłuższych tekstów ukaże się tylko na blogu.

To jednak, czy takie teksty mają się pojawiać, zależy od Was i czy pomysł ten zyska Waszą przychylność. Zatem jestem ciekaw Waszych opinii 🙂

Poniższy tekst pochodzi z książki Mariana Brandysa „Kozietulski i inni”, w której możemy przeczytać mnóstwo świadectw naocznych świadków szwoleżerskiej epopei.

Niniejszy tekst napisał Józef Załuski, który wielce się przysłużył uporządkowaniu dziejów całego pułku.

„Pod Valladolid mieliśmy niejaki czas wypocząć. Na ten cel przeznaczono nam dużą wieś, czyli miasteczko Laguna zwane. Adiutant pułkowy, porucznik Bogucki, wysłany został z furyerami ośmiu kompanii dla przygotowania kwater w Lagunie. Wyprawiwszy furyerów, sam pozostał trochę w Valladolid dla ogolenia brody po tylu dniach fatyg i słoty. Wyjechawszy za miasto, w pewnem oddaleniu, lub droga była prosta i szeroka w równinie, przyszło mu na myśl spytać się o drogę dwóch chłopów hiszpańskich jadących na osiełkach. Wieśniak udał, że nie dosłyszy. Bogucki, sam wysokiego wzrostu i jadący na rosłym koniu, pochylił się ku Hiszpanowi, a wtenczas tenże ugodził go nożem w bok, drugi chłop zajechał go z prawej strony i począł zrzucać z konia, jednem słowem, ci dwaj chłopi hiszpańscy zamordowali zacnego oficera, nie spodziewającego się takiej zdrady; zabrali konia jego, obdarli go ze wszystkiem, nie zostawiwszy w kałuży krwią zafarbowanej, tylko kawałek ceraty z czapki. W niewiele godzin potem pułk nadchodząc poznał Boguckiego na środku drogi leżącego, obnażonego, krwią oblanego; można sobie wystawić rozjątrzenie pułku na ten widok! Ledwie że pułkownik Krasiński i major Delaitre co tylko do pułku z Francyi przybyły zdołali wystawić naszym szwoleżerom, że mieszkańcy Laguny nie byli winnymi tego morderstwa; żołnierze chcieli koniecznie Lagunę spalić i mieszkańców śmiercią ukarać. Ale major Delaitre, chcąc się pułkowi przypodobać, wziął z sobą dwieście koni ochotnika i póty w pobliskich wsiach krążył, póki dwóch zabójców porucznika Boguckiego nie ujął: z tych jeden został rozstrzelany w Lagunie, a drugi z rozkazu cesarza w Valladolid publicznie  hiszpańskim sposobem tracony, to jest: siedzący pod pręgierzem duszony”.

Nic dziwnego, że po takich doświadczeniach z wojny w Hiszpanii, rok później mało było chętnych do powrotu za Pireneje.

„Dla zmordowanych dwuletnią wojną oficerów pułku – którzy przyjechali do Chantilly z nadzieją na dłuższy wypoczynek i poczynili już starania, aby ściągnąć do Francji dawno nie widziane rodziny – był to prawdziwy grom z jasnego nieba. Józef Załuski otwarcie przyznaje, że pułkownik Krasiński i szef szwadronu Tomasz Łubieński musieli długo i usilnie odwoływać się do jego honoru i poczucia obowiązku, aby zgodził się dobrowolnie uczestniczyć w wyprawie. (…) Natomiast Tomasz Łubieński – wyznaczony, z racji swego stanowiska szefa pierwszego szwadronu, na polskiego dowódcę ekspedycji i najgorliwiej werbujący do niej ochotników – wystrychnął kolegów na dudków. W ostatniej chwili „zrobił w ten sposób” (fit de telle maniere – jak to określa w swych notatkach major Dautancourt), że sam do Hiszpanii nie pojechał. Pomogła mu w tym zapewne energiczna pani Konstancja, która nadal wytrwale towarzyszyła cesarzowej Józefinie”.

Wojciech Kossak – „szwoleżer gwardii polskiej”.
Advertisements

Jedna myśl nt. „Weekendowo – przygody szwoleżerów przeróżne”

  1. Witam,

    jestem za tym aby zamieszczać podobne ciekawostki z okresu napoleońskiego, pokazujące rzeczywistość dnia codziennego i prawdziwy obraz wojny. Tak jak napisałeś, wojna to nie tylko czyściutkie mundury i dźwięki muzyki na paradzie, tylko brudna i okrutna walka o przetrwanie człowieka po obu stronach walczących wojsk. Moim zdaniem bardzo dobrze obraz wojny na półwyspie iberyjskim opisany jest w książce pt. „Listy szeregowca Whelera”.
    Rafał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s