Weekendowo – vademecum podróżnika w czasach napoleońskich

Tym razem w ramach cyklu weekendowych artykułów, dotyczących czasów napoleońskich, bardzo ciekawy list Jana Hipolita Kozietulskiego do jego siostry, który bardzo obrazowo pokazuje, jak wyglądało podróżowanie w czasach Napoleona. Planujących wakacyjny wypoczynek (albo już wypoczywających), przyzwyczajonych do podróży autokarami, pociągami, czy własnymi samochodami zachęcam do lektury, bo jest ona bardzo pouczająca J

Cytowany list pochodzi z książki Mariana Brandysa „Kozietulski i inni”, Warszawa 1967, s. 243 – 245.

Amsterdam, 12 października 1811.

Droga siostro, dopiero tu w Amsterdamie doręczono mi Twoje dwa listy: jeden z 21 sierpnia, drugi z 6 września. Wyznam Ci, że zabierałem się właśnie do napisania do Ciebie z wielkimi wyrzutami, bo od bardzo dawna nie miałem od Was żadnych wiadomości i nie widziałem nawet co się działo z Wami, po tym strasznym Świętym Janie ani gdzie spędziliście lato… Ale te dwa listy naprawiły wszystko i nie posiadam się z radości. Ten mały promyk nadziei przywraca mi życie, wydobywa mnie z przygniatającej apatii, w którą popadłem, nie mając przy sobie nikogo, poza ludźmi najzupełniej mi obcymi. Ach, Siostro Droga, mam nadzieję, że widziałaś się już z Mamą i uzgodniłaś z nią, że wyjedziesz na jakiś czas do Paryża. To naprawdę najlepsze rozwiązanie ze wszystkich możliwych i jestem przekonany, że zrobi Ci doskonale, że w ogólnym rachunku na tym skorzystasz, że oddalisz się od tych wszystkich rzeczy, które karmią i męczą Twoją wyobraźnię czarnymi, nieszczęsnymi myślami. Za osiem do dziesięciu dni będziemy znali decyzję co do naszej podróży i niezwłocznie przekażę Ci wiadomość. Mówią, że powrócimy do Paryża przez Hamburg. Na wszelki wypadek bądź w każdej chwili gotowa do wyjazdu. Jeżeli udamy się do Hamburga, przyjedziesz tam z Mamą. Jeżeli powrócimy wprost do Paryża, aby przepędzić tam zimę, również możecie przyjechać z całą pewnością. Ale ja byłbym rad, gdybyśmy wracali przez Hamburg, nie tylko dlatego, że wcześniej się zobaczymy, ale i dlatego, że będę mógł bardzo ułatwić Wam podróż. Jeśli zaś chodzi o urządzenie Was w Paryżu, będzie to bardzo łatwo. Napisałbym od razu do Nosarzewskiego i do naszego kapitana gospodarczego, który jest człowiekiem wyjątkowo przedsiębiorczym. Oni zaraz zajmą się poszukiwaniami i udzielą nam najlepszych informacji. Sądzę, że dobre mieszkanie będzie Was kosztować od dziesięciu do dwunastu ludwików miesięcznie. Ale pozostaje jeszcze rzecz najważniejsza: stołowanie urządzicie sobie, jak Wam będzie najwygodniej. Pani Potocka, pani Walewska, księżna Jabłonowska mają swoich własnych kucharzy bądź kucharki; ja mam służącego, który dobrze zna się na kuchni i mogę do Wam odstąpić; możecie także stołować się u restauratora. Powóz jest w Paryżu sprawą dość kosztowną, a trzeba go mieć. Ale ja wam to bardzo ułatwię, bo postaram się dla Was o dwie ładne kobyłki, dobrze chodzące w zaprzęgu, furaż także nic Was nie będzie kosztować, a powóz wynajmie się Wam małym kosztem. Albo jeżeli zabierzecie z sobą żółty powóz, to będziesz mogła spokojnie nim jeździć. Stangret, znający doskonale ulice Paryża, będzie Cię kosztował 100 franków miesięcznie. Dam Ci jedyną radę, żeby nie zabierać z sobą zbyt dużych pakunków, bo nie będziesz miała z nich żadnego pożytku. Przede wszystkim dlatego, że Twoje stroje okażą się niemodne i będziesz musiała sprawić sobie inne, a wracając nie będziesz wiedziała, co z tymi stosami garderoby zrobić (nie zapomnij wszelako zabrać Twojej krótkiej szubki pomarańczowej lub pąsowej). Poza tym należy zabrać z sobą jak najmniej ludzi, bo we Francji jeden człowiek więcej – znaczy jeden koń więcej. Nie zabieraj żadnych innych waliz poza torbami, bo nie masz pojęcia, jak niszczą się rzeczy w kufrach, umieszczanych z tyłu powozu. I z tym jest zawsze kłopot. Jeżeli z Mamą i dwojgiem Twoich dzieci będziecie mieli nie więcej jak jednego służącego i jedną pokojową, co jest niezbędne, to przekonany jestem, że pomimo waszego czteroosobowego powozu i torb na dachu, zapłacicie we Francji tylko za cztery konie, a pojedziecie trzema i z jednym pocztylionem. Jeżeli natomiast będziecie mieli kufry i o jednego służącego więcej, dadzą Wam dodatkowego pocztyliona i dodatkowe konie. Aż do Poznania możecie wieźć z sobą łóżka i trzeciego sługę, skoro łóżka nie będą już Wam więcej potrzebne, odeślecie je wraz ze sługą. Powinniście mieć w Waszym worku nocnym prześcieradła do zaścielania łóżek w oberżach. Możecie tam zapakować także kilka koszul i innej bielizny niezbędnej w drodze, aby nie trzeba było przy każdej okazji ściągać waliz. Na koniec, jeżeli weźmiesz z sobą tysiąc dukatów, będziecie mogli za to żyć w Paryżu przez rok, bacząc, żeby nie było żadnych dużych wydatków. Wiem, że księżna Jabłonowska wydaje rocznie dwa tysiące dukatów, a żyje sobie w Paryżu bardzo dobrze i co sobotę urządza wieczorynki. Radzę Ci nie brać więcej jak jednego lokaja, bo w Paryżu i tak będziesz musiała nająć specjalnego służącego do dzwonienia, gdyż bez tego nie można tu przejść ulicą. Adieu, Droga Siostro, zaraz napiszę do Nosarzewskiego, a on Ci dostarczy szczegółowych wiadomości o Paryżu. Zaklinam Cię, abyś wytrwała w swoim postanowieniu, bo to najlepsze, co możesz zrobić. A więc do zobaczenia, Droga Siostro! Ściskam z całego serca nogi Mamy i Twoje dzieciątka.

(-) Kozietulski.

A Wy już zdecydowaliście ilu pokojowych weźmiecie na wakacje i czy weźmiecie na tyle toreb, żeby zmieściły się w powozie czterokonnym, zamiast sześciokonnym? 😉

Udanego weekendu!

Piotr Michałowski, konny pocztylion. Zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s